Ksiądz Moderator i Profesor
Uroczystą Mszą św. w dniu 8 grudnia 1988 r. rozpoczęła się w Poznaniu działalność odrodzonej Sodalicji Mariańskiej. Obowiązki moderatora przyjął wówczas Ks. Prof. Marian Wolniewicz.
Jak wynika z zachowanych protokołów Konsulty oraz Sekcji PWR, już na początku utworzono trzy: Misyjno-Charytatywną, Liturgiczną i Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Tę ostatnią z zastrzeżeniem, że na zebraniu konieczna jest obecność ks. Moderatora. Dopiero w 1992 r. kolejny Zarząd SM i wybrany jako przewodniczący Sekcji sod. Jan Deskur nadał jej ostateczne ramy organizacyjne i kształt pracy.
Ponieważ nie mieliśmy własnego lokalu, początkowo spotkania odbywały się u SS. Oblatek Serca Pana Jezusa przy ul. Zielonej w Poznaniu. Były to zebrania miesięczne, podczas których - po mszy św. – wygłaszano krótkie referaty.
Wnet ks. prof. Wolniewicz zwrócił szczególną uwagę na Sekcję Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Postanowił jej członków przygotowywać i formować do pogłębionego apostolatu słowa i systematycznego poznawania nauki Kościoła, przekazywanej w Dokumentach Soboru Watykańskiego II.
Zaczęliśmy pracę w IV kwartale 1992 r., było nas wtedy 12 – 15 osób. Podczas stałych comiesięcznych spotkań poznawaliśmy odpowiednie teksty, referowaliśmy opracowane tematy i w czasie dyskusji wnosiliśmy ewentualne poprawki oraz uzupełnienia. Tak opracowane referaty były następnie odczytywane na ogólnych zebraniach sodalicyjnych zawsze połączonych ze mszą świętą.
Pamiętam, że niektóre teksty były dla nas – początkujących – bardzo trudne. Już napisane referaty należało nieraz zmieniać, gdyż Ksiądz Moderator cierpliwie naprowadzał nas na właściwe rozumienie tekstu. Niejednokrotnie w oczach pojawiały się łezki, bo ks. Profesor był bardzo wymagający. Referat musiał być napisany na celująco, by mógł być prezentowany ogółowi na comiesięcznych spotkaniach.
Wymagania i trud ks. Moderatora, by nas odpowiednio i należycie przygotować do samodzielnej pracy i pisania referatów, teraz owocuje i za to jesteśmy Mu bardzo wdzięczni i dziękujemy z całego serca.
Ks. Moderator poświęcał nam również dużo swego prywatnego czasu w celu skonsultowania napisanej pracy. Zawsze znalazł też miłe słowo, by zachęcić do dalszego wysiłku.
Jesteśmy nie tylko wdzięczni Ks. Profesorowi i Moderatorowi Marianowi Wolniewiczowi za tyle serca i trudu, jaki włożył w ukształtowanie Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej oraz jej członków. Jesteśmy także zobowiązani przekazywać pamięć o Nim.
Maria Kaczmarek
Zaczęło się na ul. Zielonej
Za namową koleżanek poszłam na ul. Zieloną na spotkanie Sodalicji Mariańskiej. Było to zebranie Sekcji Pogłębienia Wiedzy Religijnej. Znalazłam się w grupie bliżej mi nieznanych osób, której przewodniczył ks. Prof. Marian Wolniewicz. Głównym punktem zebrania o tradycyjnym programie, był – jeśli sobie dobrze przypominam – referat na temat Eucharystii. Po jego odczytaniu nastąpiła dyskusja, którą zamykał swoją oceną ks. Moderator.
Siedziałam skupiona i słuchałam, obserwując zarazem reakcje pozostałych uczestników zebrania. Odniosłam wtedy wrażenie, że referat był trochę za długi i bardzo „uczony”. Czy potrafiłabym taki napisać?
Ksiądz Wolniewicz przez cały czas zachował spokój i skupienie. Ciekawiło mnie, co też powie na zakończenie. Gdy referentka skończyła, zapadło milczenie. Nie pamiętam już po tylu latach treści wypowiedzi Ks. Moderatora. Pamiętam tylko, że była to ocena krytyczna i bardzo stanowcza. Referentka dostała pracę do poprawek.
Przestraszyłam się.
Po wyjściu z zebrania już na ulicy postanowiłam, że więcej na takie spotkanie nie pójdę. Czułam, że nie jestem przygotowana do podobnej pracy w Sekcji. Bałam się źle zrobić, zatem lepiej nie angażować się. Jednak stało się inaczej.
Do bezpośredniego spotkania z Ks. Moderatorem doszło w latach 80-tych. Właśnie trwały przygotowania do 46 Światowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu.. Członkowie naszej Sekcji mieli się zapoznać z historią kongresów od ich początku do naszych czasów. I wtedy padło na mnie – a ja wstydziłam się odmówić! To miał być mój pierwszy referat!
Ogarnął mnie niesamowity lęk. Czy sama sobie poradzę? Gdzie szukać materiałów do opracowania? Jak dotrę do źródeł? Dokąd się udać? Jedyną pociechą było to, że miałam dużo czasu do opracowania tematu.
W Pniewach nasza Sodalicja miała rekolekcje pod kierunkiem ks. Wolniewicza.
Zdarzyło się, że w wolnym czasie spotkaliśmy się w parku na spacerze. Ks. Moderator był sam i pomyślałam sobie, że jak mam szukać pomocy – to właśnie nadarzyła się okazja.
Zdenerwowana i bardzo pokorna przeprosiłam, że przerywam chwilę ciszy i wytchnienia po nauce rekolekcyjnej. Poprosiłam o pomoc i radę, gdzie mam szukać materiałów do pracy, bo to mój pierwszy referat, a chciałabym opracować go jak najlepiej. Uśmiechnął się i bardzo życzliwie ze spokojem omówił obszernie całe zagadnienie i skierował do bibliotek, w których należało szukać.
Zdumiałam się wówczas ks. Profesora gotowością do rozmowy, mądrością i łagodnością. To prawda, dużo wymagał, ale równocześnie podnosił na duchu i dostrzegał wartość człowieka.
Byłam szczęśliwa i wdzięczna, że pomógł mi rozwiązać trudności. Znalazłam potem wszystko, dotarłam do źródeł. Mój pierwszy referat o historii światowych Kongresów Eucharystycznych napisałam i – został przyjęty bez poprawek!
Charlotta Maria Kaczmarek
Imieniny u Ks. Moderatora
Święto Matki Bożej Gromnicznej 2 lutego dla poznańskiej Sodalicji Mariańskiej było zawsze ważną datą. Było to nie tylko święto Matki Bożej ale także imieniny naszego Moderatora.
Zwykle z pewnym wyprzedzeniem uzgadniałam datę i godzinę wizyty, przygotowywaliśmy kwiaty i mały upominek – najczęściej słodkości i owoce. Zwyczajowo w delegacji szła konsulta i punktualnie, po wysokich i stromych schodach, wchodziliśmy do bardzo gościnnego mieszkania ks. Solenizanta. Gospodarz, czyli ks. Moderator, witał od drzwi z uśmiechem i pomagał przy zdejmowaniu okrycia.
Życzenia przyjmował z humorem, często dowcipkując – albo też z powagą, gdy składający je wygłaszał przygotowaną uprzednio mowę. Przy kawie i słodkościach swobodnie prowadził rozmowę i pytał zarówno o sprawy sodalicyjne jak i prywatne czy ogólne. Mówiliśmy o osiągnięciach jak i kłopotach. Wracaliśmy do lat młodości – szkolnych, studenckich, kiedy byliśmy „piękni i młodzi” (określenie ks. Moderatora!); nawiązywaliśmy do aktualnych bolączek. Atmosfera tamtych spotkań była ciepła, przyjazna.
Bywało, że w tym samym czasie przychodzili inni goście. Kiedyś spotkaliśmy się z ks. bp. Fortuniakiem, który, gdy już zamierzaliśmy wyjść, zatrzymywał nas, by jeszcze porozmawiać i pożartować. Dzisiaj cenną pamiątką z tamtego spotkania jest fotografia, utrwalająca wspomnienia.
Imieniny księdza Moderatora Mariana Wolniewicza w dniu Święta Matki Bożej Gromnicznej, na wysokim II piętrze zabytkowej Psałterii opodal poznańskiej Katedry, były zawsze dużym przeżyciem.
Aleksandra Krotofil
Moje pierwsze spotkanie z ks. Moderatorem
Przeżyłam straszny wypadek samochodowy, w którym zginął mój małżonek. Ja z bardzo rozległymi obrażeniami przeżyłam. Po intensywnej kuracji oraz wielomiesięcznym pobycie w szpitalu wróciłam do domu. Wymagałam leczenia ran fizycznych i psychicznych. Cały mój świat runął. Trudno mi było pozbierać się. Byłam zagubiona i zdruzgotana, bezradna jak małe dziecko.
Dzięki znajomej lekarce trafiłam na rekolekcje Sodalicji Mariańskiej w Pniewach, prowadzone właśnie przez ks. prof. Mariana Wolniewicza. Podczas rozmowy w cztery oczy przedstawiłam swoją sytuację i rozterkę, niczego nie ukrywając. Długo słuchał mnie w wielkim skupieniu i z uwagą, a potem bardzo spokojnie, z dużą dozą zrozumienia, wyrozumiałością i czułością udzielił rad, wskazówek i pouczeń. Wskazywał na miłosierdzie Boże. Uświadomił mi, że Bóg nas zawsze i bezinteresownie kocha mimo naszych ułomności, słabości i niewdzięczności. Pouczył, że mam mieć nadzieję, zaufać i dziękować Bogu, bo skoro mnie zachował przy życiu – to najlepszy dowód jego miłości i przebaczenia.
Po okresie przygotowawczym zostałam przyjęta do Sodalicji Mariańskiej. Moja przysięga złożona Maryi na ręce ks. Moderatora – to źródło mojej wielkiej radości, ale też i dla ks. Profesora – jak to widziałam - była radością.
Maria Korcz
[Sodalis Marianus 1(14), 2006, 30-38]
Ks. Zenon Mońka, Częstochowa
Życie duchowe Jadwigi Myszczyńskiej
Pani Jadwiga Myszczyńska żyła 77 lat (1908—1985). Prawie całe swoje dojrzałe życie pracowała w zawodzie nauczycielki matematyki — w tym 40 lat w Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława Broniewskiego w Krzepicach. Jaką wartość miało to jej ciche, zarazem wielkie życie? Jest to referat wygłoszony dnia 15 maja 1993 r. w Liceum Ogólnokształcącym w Krzepicach na sesji poświęconej pani prof. Jadwidze Myszczyńskiej.
Co to jest życie duchowe? Najogólniej mówiąc — życie duchowe to jest życie Boże, polegające na nieustannej współpracy człowieka z łaskę Bożą poprzez ciągłą pracę nad sobą, aż do osiągnięcia doświadczenia mistycznego, czyli odczucia obecności Bożej. Niełatwo jest dać odpowiedź na to pytanie. Bowiem o pani prof. Jadwidze Myszczyńskiej można mówić w świetle jej czynów i dokonań. A było ich wiele. Jej osobowość poznajemy także z faktu, że była nauczycielką i wychowawczynią z powołania. Gdy zaś chodzi o jej życie duchowe, to ono jest ukryte w niej; jest niewymierne, często wprost niewyrażalne. I dlatego jego głębi i wielkości nie jesteśmy w stanie do końca i w pełni poznać.
Doskonałą podstawę do poznania życia duchowego Jadwigi Myszczyńskiej stanowi, między innymi, źródło: Jadwiga Myszczyńska w oczach własnych rodzeństwa, umieszczone w 19 tomie wydawnictwa „Chrześcijanie”, Warszawa 1984, ss. 201—260, wydanym przez Akademię Teologii Katolickiej w Warszawie. Źródło to zawiera autobiogram napisany przez Jadwigę Myszczyńską pt. Moje życie oraz wspomnienie o niej, napisane przez jej brata — ks. Tadeusza Myszczyńskiego pt. Wspominam moją siostrę Jadwigę i przez jej siostrę, Marię Wyganowską pt. Dziecięce i młodzieńcze lata mojej siostry Jadwigi.
Jadwiga Myszczyńska prowadziła bardzo bogate i głębokie życie duchowe. „Była osobą zatroskaną o życie wewnętrzne”, pisze o niej brat — ks. Tadeusz. ,,Bardzo ceniła sobie kierownictwo duchowe... Zawsze miała spowiednika stałego”. I dalej pisze o niej tak: „Żyła wewnętrznie bardzo intensywnie. Po wojnie odprawiała ćwiczenia duchowe (dwa rozmyślania) i wiernie przestrzegała oraz wcielała w życie rady ewangeliczne: ubóstwo, czystość i posłuszeństwo”. Zaś sama pani Jadwiga w swoim autobiogramie pisze. ,,Nie pociągały mnie zabawy, wielkie bale, nie lubiłam męskiego towarzystwa. Miałam dwukrotnie kandydatów na męża, ale nigdy nie myślałam o małżeństwie. Wydawało mi się, że zawód nauczycielki lepiej wypełnię w dziewictwie. Często wmawiano we mnie powołanie zakonne i nakłaniano mnie do wstąpienia do klasztoru, ja jednak zawsze chciałam służyć Bogu w świecie”.
Dom rodzinny pani Jadwigi Myszczyńskiej był pierwszą szkołą, w której uczyła się żyć po chrześcijańsku, kochać Boga, Ojczyznę i ludzi. „Rodzice nasi — pisze jej siostra Maria Wyganowska — byli młodzi, pogodni, poświęcali nam zawsze dużo czasu, o sobie me myśląc chyba wcale. Jadźwichna widocznie chłonęła to wszystko całą duszą, całym sercem, najpierw dziecięcym, potem młodzieńczym, utrwalając w sobie, by potem w życiu dorosłym być taką, jaką była, szła przez życie dobrze czyniąc”.
Jadwiga Myszczyńska od młodzieńczych lat kochała wielbiła Boga. W swoim autobiogramie pisze: „Zdałam ze wszystkich przedmiotów z wyjątkiem religii — miałam poprawkę po wakacjach. Nie zdanie egzaminu z religii wywołało u mnie jakiś wstrząs. Pojechałam do Rabki. Taki był u nas zwyczaj, że wszystkie dzieci musiały po obiedzie leżeć w ciszy... Brałam wtedy książkę i w sekrecie uczyłam się religii. Był to chyba pierwszy podmuch Ducha Świętego. Doznałam wielkich radości, czytając prawdy Boże. Zdałam egzamin i od tej pory starałam się być lepszą. Zapisałam się do Sodalicji Mariańskiej i z całym zapałem włączyłam się w pracę — przez Maryję do Boga. O wiele lepiej się uczyłam... W tym czasie zaczęłam praktykować miesięczne Spowiedzi i Komunie św., dużo czytałam książek o treści religijnej”. Później, w jej dojrzałym życiu ta praca dla Boga przez Maryję wypełni całe jej pracowite życie.
W życiu pani prof. Jadwigi Myszczyńskiej zawsze był czas na modlitwę. Mimo wielkiego zaangażowania się w pracę dydaktyczno-pedagogiczną i w różne prace społeczne, których zawsze w jej życiu było dużo, ona zawsze znajdowała czas na modlitwę. Pani Jadwiga nie tylko się modliła, ale ona wierzyła w skuteczność modlitwy, zarówno tej indywidualnej, jak i wspólnej. Modlitwa była dla niej jedyną bronię o godne życie chrześcijańskie i zawodowe.
Pani Jadwiga Myszczyńska swoje modlitwy do Boga, zgodnie z dewizą jej życia zanosiła do Boga przez Maryję. Można nawet powiedzieć, że cała jej duchowość była maryjna. Ona też w szczególny sposób czciła Boże serce. Kiedy znalazła się na robotach przymusowych w Niemczech w obozie w Wolffen, wtedy jak pisze w swoim autobiogramie. „Na głównej ścianie umieściłyśmy pięknie przybrany obraz Najświętszego Serca Jezusowego. Tutaj zbierałyśmy się codziennie, zwłaszcza wieczorem, na wspólnej modlitwie i śpiewanie pieśni religijnych”.
Pani Jadwiga Myszczyńska bardzo ceniła sobie Mszę św. Jej brat — ks. Tadeusz pisze: ,,Codziennie uczestniczyła we Mszy św. i przystępowała do Komunii św. i tak było przez cały czas, kiedy pracowała jako nauczycielka. A jej siostra Maria napisze: „Msza św. i Komunia św. znaczyły każdy dzień jej życia”. Sama zaś pani Jadwiga mówi o sobie: „W tym czasie (jest rok 1930) zaczęłam chodzić na Mszę św. i przystępować do Komunii św. Był to okres wielkich przeżyć duchowych, czułam się bardzo szczęśliwa”. Kiedy przebywała we wspomnianym już obozie przymusowej pracy w Niemczech, na Święto Chrystusa Króla chciała iść na Mszę św. W tym dniu Niemcy przedłużyli pracę o cztery godziny, zdecydowała się jednak iść na Mszę św. ,,Poszłyśmy ze siostrą Sewercią — pisze — Msza św. się przedłużyła, bo było długie kazanie i nabożeństwo, tak że dopiero o 21.30 wróciłyśmy do obozu, a trzeba było najpóźniej wrócić o godz. 19.00. Wszyscy w baraku byli bardzo niespokojni, bo nas wszędzie szukano. W takich wypadkach z miejsca karano więzieniem. Poszłam do komendanta, ten zapytał: — Czy byłaś na randce? A gdy zaprzeczyłam, powiedział tylko: — No, idź spać – Czyż to nie była wyraźna opieka Boża?”
Ulubionym polem działania pani Jadwigi była Sodalicja Mariańska. Doceniając jej wielkie znaczenie dla rozwoju życia duchowego człowieka, zwłaszcza młodego — założyła w 1945 roku Sodalicję Mariańską w krzepickim liceum dla dziewcząt i chłopców. Sodalicja ta istniała w liceum do 1949 roku, to znaczy do rozwiązania jej przez władze PRL.
Okres pracy zawodowej pani prof. Jadwigi Myszczyńskiej wśród młodzieży liceum krzepickiego przypadł na lata najtrudniejsze w Polsce po II wojnie światowej. Były to lata najpierw stalinizmu, a później lata totalitaryzmu komunistycznego, lata ostrej walki z Bogiem i religię, lata przymusowej ateizacji.
Pani Jadwiga w tym trudnym okresie pozostała do końca sobą i nie zmieniła swego postępowania. W dalszym ciągu chodziła codziennie przed lekcjami do krzepickiego kościoła, by tu uczestniczyć we Mszy św. i przyjąć Komunię św. I tak trwało to aż czterdzieści lat. Pani Jadwiga Myszczyńska była autentyczną chrześcijanką. Nigdy nie afiszowała swej pobożności i religijności na zewnętrz. Jej głęboka wiara nigdy nie była „na pokaz”. Ta jej wiara była tak prawdziwa, że nawet nie mówiąc o Bogu, swoją postawę, swoim stylem życia mówiła o Jego istnieniu. I w ten sposób była jasnym drogowskazem na drodze do Boga.
Jadwiga Myszczyńska zmarła 4 lutego 1985 roku w Krzepicach. Pogrzeb odbył się 6 lutego. Została pochowana na krzepickim cmentarzu obok swojej matki. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył ks. biskup Miłosław Kołodziejczyk.
[Sodalis Marianus 4 (13), 2005, 32-34]